Borkowska: Kim nie jest feministka?
10-12-2011Dlaczego współczesne kobiety tak bardzo nie lubią, gdy określa się je mianem feministek? Wolą twierdzić, że są „wyzwolone”, „niezależne”. Niezależne od kogo? Od mężczyzn czy od samych siebie? Gubimy się gdzieś w lawinie kolejnych określeń. Wszystko ze strachu by nie nazwać rzeczy po imieniu. Uważam, że pewne pojęcia należy zdemitologizować i przestać bać się podpisywać pod poglądami, które wprowadza się w jakiś sposób w życie.
Na co dzień spotykam wiele silnych i pewnych siebie kobiet, które mają świadomość swoich praw i tego w jaki sposób bywają dyskryminowane. Jednak żadna z nich nie nazwie się głośno feministką. Gdy ja mówię tak o sobie spotykam się z jawnym zdumieniem moich słuchaczek, o słuchaczach już nie wspomnę.
Skąd to zdumienie? Najczęściej stąd, że mam długie włosy, jestem zadbana i noszę spódnice. Gdzieś w potocznej świadomości utkwił obraz chłopczycy z nieogolonymi nogami. Wcale nie trzeba wybierać wzorców kulturowych powiązanych z mężczyznami żeby przełamywać stereotypy. Chodzi o to, że mogę się ubrać w odzież uważaną za męską, a wcale nie muszę! Dlaczego feministka nie ma chodzić w sukience? Niech chodzi! Ja chodzę. Oczywiście są również dziewczyny wybierające spodnie i krótkie włosy – nie powinno to nikogo obchodzić i budować sztucznych granic między nami.
Kolejny stereotyp, który bardzo razi to twierdzenie, że feministki nie chcą zakładać rodzin i mieć dzieci. Nie pogardzają wszystkimi mężczyznami, a jedynie postulują o związki na zasadzie partnerstwa. Każdy wnosi do niego tyle samo, nikt nie spełnia funkcji poddańczej wobec drugiej osoby. Dzieci też miewają i często bardzo ich pragną. Nie można dzielić kobiet na dwa odrębne gatunki: feministki i nie-feministki. Zupełnie nie rozumiem określania siebie jako trochę-feministkę. Gdzieś należy umieścić swoje poglądy. Oczywiście bywają osoby o bardziej radykalnym spojrzeniu na sprawę, ale pewne podstawa łączy nas wszystkich.
Nie mogę być feministką, bo nie jestem lesbijką. Lubię facetów. Wypowiedź, którą usłyszałam kilkakrotnie. Stereotyp feministki lesbijki uwidacznia się dość często, również w mediach. Kolejna przeszkoda by użyć wobec siebie unikanego słowa. Można wiązać się z mężczyznami i wcale nie trzeba przez to uciekać od swojego spojrzenia na świat. Może właśnie takie poglądy powodują, że kobieta daje się sprowadzić do roli obiektu seksualnego i narzędzia wykonującego określone funkcje służebne. Przecież podobno nie będąc lesbijką musi zrezygnować z feministycznych zapędów.
Strach przed nazwaniem siebie feministką wynika nie tylko ze stereotypowego spojrzenia na sprawę. Kobiety często boją się użyć tego słowa, bo mogą zostać wyśmiane lub odrzucone. Kiedy ogromna część społeczeństwa patrzy przez utarte schematy trudno udowadniać, że reprezentuje się dany pogląd w inny sposób niż to sobie wszyscy wyobrażają. Gdzieś czai się w nich strach, że zaczną być źle traktowane przez mężczyzny i ignorowane przez kobiety, skutkiem tego staną się znacznie mniej atrakcyjne w swoich środowiskach. Przecież to właśnie feminizm powinien pozwolić im na społeczne wybicie się i osiągnięcie kariery. Tymczasem jedno słowo staje na przeszkodzie i jakoś nie chce być używane.
Spójrzmy więc na obraz feministki, który wyłania się z przytoczonych wcześniej elementów. Ubrana po męsku, krótkowłosa, nieogolone nogi, nie pozwala mężczyznom przepuszczać się w drzwiach. Gdzie tu miejsce na jakiekolwiek postulaty? W świadomości społecznej występuje tylko wizerunek zewnętrzny. Nikt nie zastanawia się nad podstawami ideologicznymi. To takie kobiety, które dużo krzyczą i nieciekawie wyglądają. Są samotne i nie mają, co zrobić ze swoim życiem. Dlatego walczą z wiatrakami. Mało kto zada sobie chociaż trochę trudu i sprawdzi czym są te „wiatraki”.
Ogromna ilość kobiet nie zdaje sobie sprawy, co kryje się pod pojęciem feminizmu i równouprawnienia. Niektóre nawet nie wiedzą, że mogłyby spokojnie zaliczyć się do tego szacownego grona. Ewentualnie zwyczajnie nie chcą mówić głośno, że w coś wierzą, że są „jakieś”. Gdzieś w wielu z nas tkwi poczucie, że muszą „siedzieć cicho”.
Najważniejsze są postulaty, które feministki chcą wprowadzić w życie, a tymczasem myśli się tylko o wyglądzie i jakiejś nieuzasadnionej otoczce. Stereotypy działają krzywdząco dla samego pojęcia, przez uogólnianie doprowadzono do tego, że niewiele kobiet głośno o tym mówi, nie będą chciały zostać tak określone. Czasem nawet nie zdecydują się na walkę o swoje prawa, o głos.
Nie odbierajmy sobie głosu, nie działajmy na własną szkodę. Nie ma nic gorszego niż oddanie komuś kontroli nad naszymi postępowaniami. W szczególności nie wolno bać się słów i nie wniknąć w stereotypy. Oczywiście, że feministka może być chłopczycą i lesbijką. Jednak wcale nie musi. Może być nią każda z nas. Podobnie jak każda z nas może wybrać lepsze życie
Justyna Borkowska (Młodzi Socjaliści)


facebook
fotoblog
youtube
blip